W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. OK, rozumiem
23 kwietnia 2019 r., Imieniny: Jerzego, Wojciecha, Adalberta
Aktualności

wróć
„ Upcykling miejsc, czyli drugie życie porzuconych budynków”

„ Upcykling miejsc, czyli drugie życie porzuconych budynków”

24 I 2019, 08:44:00
Drugie życie budynków często bywa bardziej interesujące niż ich oryginalne przeznaczenie.

 

 Pomysłodawców nadających nowe funkcje budowlom spisanym na straty nie brakuje – nawet, gdy z góry wiadomo, że kiedyś teren może stać się miejscem jakiejś inwestycji.

Wokół drzew przy ul. Augustiańskiej w Krakowie zbudowane zostały ławki ze starych palet. Od ponad dwóch lat w każdy cieplejszy dzień okupują je ludzie odwiedzający okoliczne lokale. To typowy upcykling. W tym przypadku: niewymagające specjalnych nakładów finansowych przypisanie zużytym paletom zupełnie innego niż ich poprzednie przeznaczenia.

Przykładów tak rozumianego powtórnego wykorzystania przedmiotów, które nie nadają się do wypełniania swej pierwotnej funkcji, można znaleźć sporo. Wiele osób zapewne pamięta opony przecinane na pół i wkopywane w ziemię, a potem bielone i służące za płoty. Kwestie estetyki zostawmy na boku. To była forma upcyklingu. Kompostownik z palet? Dlaczego nie? Albo psia buda z obudowy pralki, torba na zakupy z nieaktualnych bannerów czy kubek na ołówki i długopisy z atrakcyjnej dla nas puszki. To najprostsze formy. Za upcykling zabierają się również dizajnerzy – wtedy zwykle powstają bardziej złożone projekty, jak żyrandol z miedzianego węża albo ściana wygłuszająca pomieszczenie do słuchania muzyki z siedzisk i oparć foteli biurowych.

Upcykling dotyczy głównie rzeczy codziennego użytku, ale mało kto dostrzega, że od bardzo dawna zjawisko to rozlewa się również na nieruchomości. Popularność takich miejsc poddanych upcyklingowi zależy niemal wyłącznie od inwencji ich twórców. W Amsterdamie w obrębie jednego z nieczynnych nabrzeży portowych powstała strefa usługowo-biurowa De Ceuvel. Opuszczone miejsce zostało zagospodarowane przez fundację, która oprócz prowadzenia restauracji i klubokawiarni ( ulokowanych w kontenerach i warsztatach portowych) zajmuje się również organizacją koncertów i innych wydarzeń kulturalnych. Przyciągnięto tam także różne nieużywane łajby. Minimalizując koszty inwestycji, zbudowano wokół nich podest z desek, tak by do każdej dało się dojść ponad bagnistym i brudnym terenem zarośniętym trzcinami. Łodzie i barki są dziś biurami rozchwytywanymi przez młode firmy z przeróżnych branż, potrzebujące dostępu do internetu i przestrzeni spotkań. De Ceuvel osiągnęło tak spektakularny sukces, że w ciągu najbliższych lat na okolicznych kanałach powstanie osiedle pływających domów ( w Holandii to nie tylko moda, ale i konieczność ekonomiczna).

Czemu nikt inny nie zainwestował w standardowe wykorzystanie działek? De Ceuvel znajduje się na obszarze tzw. brown field, czyli terenie z zanieczyszczonym gruntem. Jeszcze przez kilkanaście lat nie będzie można na nim rozwijać budownictwa tradycyjnego. Dlatego gmina za minimalne opłaty oddała te ziemie w użytkowanie fundacji, dla której możliwość funkcjonowania przez kilkanaście lat na takim obszarze jest perspektywą zupełnie wystarczającą. Z okien pobliskiego osiedla rozpościera się już zatem nie widok na gnijące trawy i rdzewiejące barki, ale na tętniącą życiem dzielnicę.

W Rotterdamie funkcjonuje z kolei jeszcze popularniejsze wśród mieszkańców Blue City. To dawny basen miejski, zagospodarowany nie z inicjatywy gminy, ale na dziko, co dopiero po pewnym czasie zyskało akceptację władz miasta. – Kiedy kawiarnia już funkcjonowała i okazało się, że okoliczni mieszkańcy są z tego zadowoleni, miasto postanowiło zalegalizować naszą obecność. Wcześniej przyglądało się z życzliwością – wyjaśnia właściciel kawiarni działającej w miejscu dawnych basenów z ciepłą wodą. Nie jest ona jedyną firmą działającą w Blue City. W podziemiach nieruchomości funkcjonuje uprawa grzybów jadalnych, które rosną na fusach z kawy zbieranych w kawiarniach całego miasta. W hali, gdzie dawniej znajdowały się głównie baseny, dziś uprawia się rośliny wykorzystywane m.in. przez kawiarnię z Blue City, która serwuje lekkie wegetariańskie jedzenie. W innej piwnicy dwóch młodych ludzi zajmuje się produkcją sztucznej skóry z odpadów, a precyzyjnie: z włóknistych owoców. Fruitleather to start-up, który nie miałby szans na zaistnienie, gdyby nie pomieszczenia Blue City. „Skóra” została już doceniona na różnych wystawach dizajnu, a pomysłodawcy starają się teraz uzyskać maksymalnie powtarzalny efekt, by móc wdrożyć ją do produkcji i sprzedaży. W Blue City jest jeszcze stolarz, który prowadzi upcykling niepotrzebnych materiałów, tworząc przedmioty codziennego użytku, a także minicentrum konferencyjne. W dolnej części budynku rozpoczęła się przebudowa dawnych przebieralni pod wynajem pomieszczeń biurowych. Wszystko to stało się możliwe, kiedy znalazł się inwestor zainteresowany wsparciem ulokowanych w dawnym kompleksie basenowym firm.

Takie cuda tylko za granicą? Nic podobnego. W Krakowie przez kilka lat na poprzemysłowym Zabłociu, w pomieszczeniach dawnej fabryki Miraculum, funkcjonował klub „Fabryka” – przestrzeń koncertów, wystaw i dyskusji. Od dwóch lat już go nie ma. Pojawił się inwestor, fabryka została zburzona, a na jej miejscu wyrosło osiedle mieszkaniowe. Podobna historia stoi za zamkniętymi na przełomie XX i XXI wieku krakowskim hotelem „Forum”. Naprzeciw Wawelu rozgościł się najpierw klub Forum Przestrzenie, a później sklepiki z modą lokalnych artystów i fryzjer. Za nimi poszły koncerty, festiwale, kiermasze. Budynek dawnego Forum, jeszcze niedawno pogrążający się w ruinie, dziś stał się jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Krakowie.

Tego rodzaju przykłady znajdą się prawdopodobnie w każdym mieście. Są one dowodami na to, że zarówno samorząd, jak i przedsiębiorcy powinni mieć zaufanie do lokalnych aktywistów – bardzo często w opuszczonych budynkach powstaje dzięki nim coś, co nie tylko staje się wizytówką miasta, ale i zachętą dla późniejszych inwestorów.

Bartosz Piłat

 

Źródło: „Domy Spółdzielcze” nr 12/2018

Autor:
Email (Twój adres email nie zostanie upubliczniony):
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom: