W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. OK, rozumiem
25 czerwca 2019 r., Imieniny: Łucji, Wilhelma, Albrechta
Aktualności

wróć
„Spółdzielczość w moim życiu. Represje okupanta”

„Spółdzielczość w moim życiu. Represje okupanta”

7 I 2019, 14:09:00

 

Represje okupanta, o których niżej wspominam, nie dotyczą działalności samej spółdzielni. Spółdzielnia bowiem zajmowała się jedynie administracją swojego osiedla w sposób ustanowiony przez niemieckiego komisarza i poza tę działalność nie wychodziła. Dla spółdzielni stanowił represję i budził zrozumiały sprzeciw wśród członków sam nadzór niemiecki, pozbawienie samodzielnego zarządzania, zakaz odbywania zebrań rady nadzorczej i walnych zgromadzeń. Z tym jednak trzeba się było pogodzić, pozorując lojalność wobec zarządzeń niemieckich.

Były natomiast represje znacznie groźniejsze, godzące bezpośrednio w mieszkańców naszej spółdzielni działających w ruchu oporu bądź przeciwstawiających się zakazom, nakazom i zarządzeniom okupacyjnym.

Najbardziej niebezpieczne były represje stosowane wobec całej ludności polskiej w postaci łapanek, aresztowań, wywożenia do więzień i obozów koncentracyjnych, zamęczania i zabijania. Były to represje stosowane częstokroć na oślep, wobec niewinnych ludzi bądź dla zastraszenia – w odwecie za akcje bojowe prowadzone przez organizacje podziemne. Taki właśnie „odwet” przeżyliśmy w naszym osiedlu, podobnie jak i w innych osiedlach przy placu Wilsona, w dniu 19 września 1940 roku. Około godziny szóstej rano obudził moją rodzinę warkot samochodów na placu Wilsona. Wyjrzeliśmy przez okno i zobaczyliśmy z przerażeniem, że cały plac obstawiony jest „budami”, a z okolicznych domów gestapowcy wyprowadzają mężczyzn i ładują do ciężarówek. Za chwilę zaczęto dobijać się i do naszego mieszkania. Gdy otworzyłem drzwi, wpadł gestapowiec z żołdakiem, obszedł całe mieszkanie i zażądał, abym się ubrał i natychmiast schodził na dół. Ponieważ nie bardzo się spieszyłem, uderzył mnie w twarz. Instynktownie obejrzałem się na biurko, na którym leżał między innymi pokaźnych rozmiarów krzemień, służący jako przycisk do papierów. Żołdak zauważył moje spojrzenie i natychmiast zarepetował karabin. Zaimponowała mi wówczas reakcja mojej żony, która w ostrej formie zażądała od napastników, aby zachowywali się kulturalnie i wyjaśnili, o co chodzi. Byłem zdumiony, że właśnie ta ostra forma poskutkowała, a przecież mogła skończyć się tragicznie. Już bardziej spokojnie Niemcy zażądali, abym z dokumentami osobistymi zszedł na podwórze, gdzie zostanę wylegitymowany.

Na placu Wilsona grupa gestapowców legitymowała doprowadzonych mężczyzn. Na szczęście moja legitymacja wystawiona z tytułu pracy przez Urząd Gubernatorski okazała się wystarczającym dokumentem, zostałem więc zwolniony. Między innymi zabrano wówczas pracowników spółdzielni: Józefa Bagieńskiego – administratora, Szymona Nazara – palacza i Jana Kozubskiego – pomocnika dozorcy. Zabranych wywieziono do Oświęcimia.

Według relacji Szymona Nazara i notatek osobistych dr Czesława Bołdoka zabrano wówczas z naszej spółdzielni, oprócz 3 wymienionych, 15 osób. Z tej liczby niektórym ( Sławomirowi Blikle, Czesławowi Bołdokowi, Bonisławowi Karwanowi i Zdzisławowi Rzadkowskiemu) udało się zbiec z transportu. Po dłuższym lub krótszym pobycie powrócili z Oświęcimia: Jan Kazubski, Aleksander Kulikowski, Czesław Kulikowski, Czesław Nazar, Adolf Rode i Jan Włodarczyk. Zginęli w Oświęcimiu: Józef Bagieński, Edward Budny, Kazimierz Dudziński, Tadeusz Dudziński, Czesław Hoffman, Stefan Karpik i Stanisław Piwakowski.

Z innych zbrodni niemieckich w naszym osiedlu upamiętniło się aresztowanie i zamordowanie na Pawiaku w marcu 1943 roku mieszkańców osiedla małżeństwa Jaxa-Bykowskich z 16-letnią córką. Powód aresztowania nie jest znany, wiadomo tylko, że oboje działali w Komitecie Pomocy Jeńcom. Szczęśliwym trafem ocalała starsza córka Bykowskich – Daśka, która tej nocy nie nocowała w domu. Na mieszkanie Bykowskich Niemcy nałożyli plombę. Po aresztowaniu rodziców i siostry Daśka przychodziła po różne drobiazgi do mieszkania, które po kryjomu „odplombowywał” palacz Szymon Nazar. Niestety, Daśka także zginęła, w powstaniu.

Pamiętnym wydarzeniem było wejście gestapo na nasze osiedle i zaczajenie się w bramie w celu zatrzymania i rewidowania wszystkich wchodzących i wychodzących osób. Zatrzymano wówczas między innymi Stanisława Czechowskiego, mieszkańca naszej spółdzielni. Widocznie miał przy sobie jakieś ważne dokumenty (a może broń), kilka dni później bowiem Czechowski znalazł się na liście skazanych i został przez Niemców wraz z innymi rozstrzelany pod murem jakiegoś gmachu w Warszawie.

Wspominam tutaj tylko przypadki znane mi osobiście. Było ich znacznie więcej, niestety nie były przez nikogo notowane, tak że obecnie trudno je odtworzyć.

 

Fragment książki Franciszka Kielana „Spółdzielczość w moim życiu’.

Źródło: „Domy Spółdzielcze” nr 11/2018