W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. OK, rozumiem
25 czerwca 2019 r., Imieniny: Łucji, Wilhelma, Albrechta
Aktualności

wróć
Rachunek sumienia

Rachunek sumienia

11 XII 2018, 12:51:00

Sąd w Olsztynie po długim procesie prawomocnie uniewinnił oskarżonego przez senator Lidię Staroń aż o 19 poważnych przestępstw prezesa zarządu SM „Pojezierze” i przyznał mu pół miliona zadośćuczynienia. Czy to jest wystarczająca rekompensata za ciężką utratę zdrowia ( przeszedł udar), nie wiem. Pozostaje jednak sprawa odpowiedzialności za zrujnowanie komuś życia.

Oczywiście, nie zawiniło państwo, które będzie musiało zapłacić (choć medialne ataki na spółdzielczość miały swoje znaczenie), ale zawiniły konkretne osoby. Zapowiadane są więc procesy z oskarżenia prywatnego. Będziemy pana prezesa wspierać, bo sprawiedliwość nie umiera nigdy.

Tym bardziej jest to ważne, że najbardziej zaangażowana w oskarżenie – senator Staroń – nie zrobiła rachunku sumienia i nie napisała na swojej stronie internetowej: „Tak, zgrzeszyłam – bezpośrednio słowem i uczynkiem…”, ale ( wg stanu na 26.10.2018) nadal widnieje na jej stronie wpis: (…) Mimo szykan, samotnie doprowadziła do rozbicia mafii spółdzielczej w Olsztynie (…)”

Pomogę pani senator taki rachunek sumienia zrobić, przypominając szkodliwe dla spółdzielczości ( w spółdzielczych zasobach mieszkaniowych mieszka, co ważne, ok. 40 procent obywateli Polski), a wręcz niszczące ją zapisy. Nie mogę gwarantować chrześcijańskiego wybaczenia, bo musiałoby to być jednak poprzedzone zrozumieniem poczynionego zła i skruchą… Niestety, pani senator nie przyznała się do błędów – stwierdzając ( najczęściej w TV), że walczy o sprawiedliwość społeczną i dobro członków spółdzielni. Taka to „niedźwiedzia przysługa”.

Oczywiście – odpowiedzialność po części spoczywa też na wielu innych posłach i senatorach, ale, jak wiadomo, odpowiedzialność zbiorowa niesie za sobą tylko skutki moralne.

Trzeba odnotować, że część zamysłów pani poseł została, na szczęście, zatrzymana, żeby przypomnieć historię przemycenia zapisu, aby w budynkach spółdzielni mieszkaniowej powstawała, z mocy ustawy, wspólnota mieszkaniowa po wyodrębnieniu własności choćby jednego lokalu. Te pomysły odrzucono ( dzięki głosom posłów PiS).

Czasami „grzeszymy”, bo działamy w emocjach, i to jest sprawa ludzka, ale od olsztyńskiej sprawy upłynęło już 16 lat ( z tego przez 11 lat były prezes walczył o swoje dobre imię w sądach), a pani senator się nie zmienia – wyroku SN nie uznaje (!). Świadczy o tym ostatnia ( z 20.07.2017) nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Sejm uchwalił zmiany uwzględniające orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Zmiany po części rodziły mieszane uczucia, ale do tych ciągłych zmian się już przyzwyczailiśmy, generalnie były racjonalne. Dopiero gdy zaczął obradować senat, pani senator wniosła kilkadziesiąt poprawek, powołując się przy tym na uzgodnienia (sic!) z prezesem PiS. Taka rekomendacja poskutkowała i wprowadzono 34 poprawki, które sejm przyjął, mimo że niektóre były sprzeczne z treścią noweli pierwotnej – już przez ten sam sejm przecież uchwalonej. Część tych poprawek jest po prostu absurdalna, nie licząc niezgodności z Konstytucją ( ale, niestety, istnieje w naszym prawie tak zwane domniemanie konstytucyjności, nawet ewidentnych głupstw, no chyba, że Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu uzna je za niekonstytucyjne).

Weźmy choćby taki zapis w ustawie: jeżeli członkowi przysługuje więcej niż jeden tytuł prawny do lokalu, utrata członkostwa następuje dopiero w wyniku utraty wszystkich tytułów prawnych do lokali w tej spółdzielni. Jest to jeszcze do przyjęcia, o ile będzie dotyczyć zaległości w opłatach za użytkowanie lokali, ale jak to zastosować, gdy utrata członkostwa została spowodowana działaniem na szkodę spółdzielni – to jest członków-sąsiadów? W praktyce więc w takiej sytuacji spółdzielnia i wszyscy inni członkowie będą bezsilni.

Albo taka niekonsekwencja - zgodnie z programem mieszkaniowym namawia się spółdzielnie do budowania mieszkań lokatorskich, a jednocześnie w ustawie zapisuje się, że w wypadku utraty członkostwa przez członka z mieszkaniem lokatorskim spółdzielnia musi ogłosić przetarg na ustanowienie odrębnej własności do tego lokalu. Tymczasem w takim budynku przez kilkadziesiąt lat ( czyli do czasu spłaty kredytu) nie można wyodrębnić własności!

W praktyce mamy też nową fikcję związaną z członkostwem małżonków – zarząd spółdzielni tak naprawdę nie zna liczby członków, bo skoro członkostwo obojga występuje tylko wtedy, gdy prawo do lokalu przysługuje im wspólnie, to przecież różne zdarzenia – rozwód, separacja, intercyza – mogą powodować utratę członkostwa jednego z nich ( pytanie tylko którego?). Jest to więc istotny problem, również pod kątem RODO (dane wrażliwe).

Spróbowano to częściowo uregulować dla mieszkań lokatorskich przez modyfikację zapisu ( art. 13 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych): „Po ustaniu małżeństwa – małżonkowie zawiadamiają spółdzielnię, komu z nich przypadło prawo do lokalu”. A co, jeśli nie zawiadomią?

Przypomnijmy jednak – cóż z tego, że Trybunał Konstytucyjny uznał niegdyś niektóre przepisy ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych za niezgodne z Konstytucją, skoro tuż przed wejściem w życie tego postanowienia sejm uchwalił tę ustawę ponownie, praktycznie w niezmienionej postaci ( no może, mówiąc żartobliwie, zmienił szyk słów). Taka ustawa podlega znów domniemaniu konstytucyjności i funkcjonuje do dziś…

Przy okazji warto wspomnieć, że to stałe oranie pola, a może raczej poletka spółdzielczego – czyli ciągłe zmiany prawa dotyczące spółdzielczości mieszkaniowej, czasem tylko zaskakujące, a czasami nieracjonalne, żeby nie napisać: głupie – rozpoczęło się z końcem roku 2000 i trwa nieprzerwanie. W praktyce może więc i tak dojść do likwidacji spółdzielczości mieszkaniowej – jeśli posłowie będą mieli taki kaprys.

To „reformowanie” spółdzielczości odbywa się najczęściej pod hasłem „walki z patologiami” i sprowadza do przedstawiania spółdzielni mieszkaniowych w bardzo fałszywym, złym świetle ( typowe wystawianie „fałszywego świadectwa”). Zauważmy jeden paradoks – wiele zapisów wprowadza irracjonalne zadania dla zarządów spółdzielni, chociaż posłowie i politycy przypisują absolutną władzę w spółdzielni wyłącznie prezesom ( co jest kolejną nieprawdą i manipulacją). Przykład?

W ustawie z 2007 wyznaczono 3-miesięczny termin na uwłaszczenie wszystkich członków. Nawet media wykazały nieracjonalność tego zobowiązania (patrz: „Gazeta Prawna z 16.08.2007 „Karanie prezesów za spóźnienia jest bezprawne”) : „Nakładanie grzywien i kar ograniczenia wolności na prezesów spółdzielni, którzy nie zdążą uwłaszczyć spółdzielców w terminie trzech miesięcy, budzi wątpliwości konstytucyjne prawników”. Ależ tu nie trzeba prawników, tu wystarczy racjonalnie pomyśleć: przed rozpoczęciem procedury członkowie powinni byli dostarczyć zaświadczenie ze starostwa o samodzielności lokalu oraz decyzję banku o zwolnieniu z hipotek – jeśli na budynek brano kredyt. Tymczasem, jak pisano, „ w samej Warszawie było ponad 130 tys. mieszkań lokatorskich, a jest tylko 167 notariuszy”.

We Wrocławiu w jednym momencie złożono kilka tysięcy takich wniosków (!). A do wyodrębnienia własności notariusz musiał otrzymać m.in. zaświadczenie o samodzielności lokalu, które wydawał starosta ( u nas prezydent), co mogło trwać nawet pół roku. Co prawda w naszej spółdzielni to indywidualne załatwianie zaświadczeń przejęli zbiorczo pracownicy spółdzielni, ale przecież nie mogło to ani uprościć, ani przyspieszyć działań agend starosty ( u nas prezydenta Wrocławia).

Już pomijam niedouczenie posłów, bo właśnie sądownie stwierdzono, że prezes spółdzielni, ściśle – zarządu, nie jest organem podlegającym karaniu z tego tytułu. Prezes zarządu tylko organizuje pracę zarządu, a jako kierownik zakładu pracy nie odpowiada za uwłaszczenie. Ale, jak wiadomo, prawidłowy proces legislacyjny już nie istnieje. Większość projektów ustaw to ostatnio projekty poselskie, uchwalane wbrew negatywnym opiniom biura legislacyjnego (prawnego!) sejmu czy senatu.

Na marginesie – przepis o karaniu prezesów został ostatecznie uznany za niezgodny z Konstytucją i spotkał się z totalną krytyką po tym fakcie.

 

Jerzy Kruk

Prezes Zarządu SM „Metalowiec” we Wrocławiu

 

Źródło: „Domy Spółdzielcze” nr 11/2018

Autor:
Email (Twój adres email nie zostanie upubliczniony):
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom: